Obraz społeczeństwa polskiego w powieści "Ludzie bezdomni"

Główny bohater Ludzi bezdomnych, doktor Tomasz Judym, jest społecznikiem, który z poświęceniem, za cenę osobistej klęski (wyrzucenie z pracy, rezygnacja z założenia rodziny) stara się odmienić warunki życia i pracy najuboższych. Można stwierdzić, że oparta na kontrastach struktura społeczeństwa określa styl działalności Judyma. Ten wrażliwy człowiek, żyjący w kompleksie swojego niskiego urodzenia, nie może być obojętny na krzywdę innych. On sam tylko dzięki przypadkowi mógł wyrwać się z tej sfery, przenieść do suchego, ciepłego mieszkania ciotki i – co prawda za cenę wielu upokorzeń i ciężkiej pracy – zdobyć wykształcenie, wyjechać na praktykę do Paryża. Swój awans społeczny Judym traktuje jak zobowiązanie wobec klasy, z której wyszedł. Niepokorny charakter bohatera, zdolnego do najbardziej szalonego czynu w imię głoszonych racji, powoduje kilkakrotną zmianę miejsca pobytu. Dzięki temu czytelnik może zapoznać się z obrazem życia polskiego społeczeństwa w różnych środowiskach. Perspektywa, jaką zaproponował autor (świat widziany oczyma bohatera), wyostrza ukazane kontrasty i tragizm obszarów nędzy. Judym zauważa biedotę także w Paryżu, ale z wielką pasją podkreśla jej istnienie w Polsce. Ukazane obrazy z naturalistyczną drastycznością ukazują warunki życia tych ludzi. Kontrasty środowiskowe w Warszawie Judym urodził się w Warszawie, w nędznej dzielnicy, w obskurnym mieszkaniu przy ulicy Ciepłej. Dzieciństwo wspomina jako okres zabaw w rynsztoku i pijackich awantur wywoływanych stale przez ojca alkoholika, marnego szewca. Podczas pobytu pod opieką ciotki wytrwale uczy się (to jego życiowa szansa), studiuje medycynę. Po piętnastu miesiącach praktykowania w szpitalu paryskim wraca do kraju. Zamieszkuje w hotelu (znamienne, że nie chce przenocować w rodzinnym domu) i pragnie odwiedzić rodzinę. Tu właśnie zaczyna się owa tragiczna epopeja nędzy. Chociaż minęło sporo czasu, obraz miejsc dzieciństwa nie uległ zmianie. Ludzie nadal mieszkają w obskurnych „budach”, w warunkach urągających podstawowym zasadom higieny. Marnie wyposażone izby zamieszkują wielodzietne rodziny, gnieżdżąc się razem w nieprawdopodobnej ciasnocie (bez względu na wiek, płeć, potrzebę intymności). Charakterystyczny fetor rynsztoków ostrzega przed stałym zagrożeniem chorobami. „Mała ojczyzna” doktora Judyma jest miejscem odrażającym, odpychającym, zaniedbanym pod każdym względem. Obok siebie w podobnych warunkach wegetują Polacy i Żydzi. Pierwsi najczęściej pracują w dużych zakładach powstających w dobie rodzącego się kapitalizmu, drudzy zwykle parają się handlem. Wszyscy obdarci, brudni, niedożywieni, otoczeni rojem much i smrodem. Kulminacja wrażeń następuje podczas wizyty w mieszkaniu – krzycząca umysłowo chora babka przywiązana do haka jest pozbawiona opieki medycznej i odpowiednich warunków życia. Judym poznaje także realia pracy w dużych zakładach. Najpierw odwiedza bratową w fabryce cygar. W mrocznych izbach, w wielkim zaduchu trujących wyziewów pracują robotnice-automaty. Ziemista cera, nabrzmiałe żyły skroni i szyi, brudne łachmany, zgarbione sylwetki, szybkie ruchy – to obraz bratowej i innych pracownic fabryki. Kolejnym zwiedzanym przez Tomasza zakładem jest stalownia, w której przy rozpalonym piecu pracuje Wiktor, rodzony brat doktora. Nieznośny hałas, bardzo wysoka temperatura, stanowisko pracy narażające na wypadek – śmierć lub kalectwo. W innym miejscu wielkie młoty, ciężkie sztaby, ludzie o naprężonych do granic wytrzymałości mięśniach, pracujący wiele godzin w warunkach wyjątkowo trudnych. Rozmowa z Wiktorem enigmatycznie ukazuje przyczyny zmiany miejsca zatrudnienia: robotnik nie ma prawa głosu, musi się całkowicie podporządkować zwierzchnikowi, w przeciwnym razie musi odejść. Detaliczne, naturalistyczne opisy warunków życia i pracy warszawskiej biedoty nabierają mocy, gdy autor wykorzystuje technikę zbliżenia. Wybrana z tłumu pracujących postać skupia na sobie uwagę – pozwala to na uczuciowy stosunek do przedstawionych zagadnień, tym bardziej wzmocniony, gdy Judym patrzy na osoby bliskie, członków rodziny. Postaci te obserwuje na tle tłumu, anonimowej masy jednakowo sponiewieranych i zmęczonych ludzi. Emigracja Wiktora (nawet bez politycznego uzasadnienia) i jego żony wraz z dziećmi ma w tym kontekście pełne uzasadnienie. Środowisko nędzarzy – ludzi ciężkiej pracy i lumpów – łączy wiele wspólnych cech: żyją w warunkach urągających godności ludzkiej, cierpią głód, są pozbawieni możliwości intelektualnego rozwoju (świadczy o tym chociażby ich język). Sami jednak nie są w stanie odmienić swojego losu. Kto zatem jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w odczycie, który Judym wygłasza do warszawskich lekarzy zebranych na spotkaniu towarzyskim u doktora Czernisza. Przedstawione tu środowisko niejako z racji posłannictwa zawodowego powinno służyć wszystkim, którzy tego potrzebują bez względu na ich status materialny. Takie stanowisko reprezentuje Judym. Oskarżenie, jakie pada w jego odczycie, jest jednoznaczne i oparte na rzetelnej obserwacji. Po co śmietanka medycyny warszawskiej interesuje się higieną w Paryżu, kiedy we własnym kraju ma wiele do zrobienia w tym zakresie? Jakim prawem pozwala na pracę w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu? Reakcja wykształconych, dobrze odżywionych lekarzy, którzy mają się świetnie dzięki wysoko opłacanym usługom dla bogaczy, demaskuje ich cynizm i wyrachowanie. Wystrój wnętrz w mieszkaniu doktora Czernisza, który ożenił się z kobietą arystokratycznego pochodzenia ostro kontrastuje z obrazem rodzinnego domu Judyma. Wspaniałe, kosztowne przyjęcia dla warszawskiej elity towarzyskiej to cel i sens życia „wybitnego” lekarza. Słowa o powinnościach wobec biedaków, o poświęceniu i bezpłatnym leczeniu drażnią i oburzają. Judym nigdy nie wejdzie do tego kręgu osób (zresztą wcale tego nie pragnie), nie będzie miał też swoich pacjentów – taka jest cena jego szlachetnego idealizmu. Wśród odpowiedzialnych za los nędzarzy można wymienić również nie przedstawionych tu bezpośrednio właścicieli owych zakładów, którzy nie chcą narażać się na koszty, by ulżyć niedoli pracowników. Dwór i czworaki w Cisach Społeczeństwo znanej uzdrowiskowej miejscowości jest inne, ale podobnie mocno zróżnicowane jak w stolicy. Pod względem ilościowym relacje są podobne: garstka bogaczy i decydentów przeciwstawiona jest znacznie bardziej licznej grupie wynędzniałych mieszkańców czworaków. Jak w Warszawie, tak też w Cisach bogaci cieszą się zagranicznymi podróżami, pięknymi strojami, wysokimi dochodami, zaś biedacy wegetują w trudnych warunkach narażeni na choroby i głód. Tu także bohater obserwuje obojętność i znieczulicę społeczną, dążenie do zysków kosztem ludu. W Cisach można wyróżnić dwie grupy: ziemiaństwo i zarządców zakładu leczniczego oraz mieszkańców dworskich czworaków. Mowa jest także o kuracjuszach (ludziach bogatych), którzy nie zostali tu bliżej ukazani, są bowiem tylko gośćmi na krótko odwiedzającymi miejscowość. Judyma zaskakuje fakt, że w uzdrowisku nie dba się o ludzkie zdrowie, a nawet naraża je w imię oszczędności. Przedstawicielki ziemiaństwa zajęte podróżami, strojami, romansami, rozmowami o sztuce są ukazane jako osoby intelektualnie puste, niewrażliwe na krzywdę ludzką, nie dbające o warunki życia chłopów i rozwój ich dzieci. Dyrektor Węglichowski i administrator Krzywosąd myślą wyłącznie o własnych korzyściach, nawet za cenę skażenia środowiska ludzi skazanych na pobyt w Cisach. Jako normalne traktują zamieszkiwanie jednej izby przez całą rodzinę, a czasem i zwierzęta, oraz przechowywanie w niej zapasów żywności (np. gnijące kartofle). Bezwzględnie wykorzystują pracę tych ludzi za niskie wynagrodzenie (efektem tego jest złe odżywianie, nędzne ubranie, obniżenie odporności na choroby). Działalność młodego lekarza nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Nie uda się zmienić nawyków bogatych odpowiedzialnych za los ludu. Stawy, gdzie mnożą się zarazki malarii, pozostaną ozdobą Cisów, choćby z tego powodu chłopi mieli chorować. Nie zostaną przeniesione ich siedziby, bo koszt tego musieliby ponieść prowadzący kurort dorobkiewicze. Wszystko pozostanie jak dawniej. Warunki życia robotników Zagłębia Również na zasadzie kontrastu ukazano w powieści społeczeństwo Śląska. Powstanie wielkich kopalń i hut zgromadziło na tym obszarze rzesze wykorzystywanych fizycznie i materialnie robotników, którzy żyją w warunkach całkowicie odmiennych od tych, jakie zapewnili sobie właściciele i dyrektorzy przedsiębiorstw. Po przybyciu na Śląsk Judym obserwuje zniszczoną przyrodę, sczerniałe, zakurzone ulice, wyniszczonych pracą ludzi. Zwiedza kopalnię, gdzie wyczuwa się wilgoć i niepokojący zapach. Zasięga informacji o warunkach pracy górników. Obserwuje zapadliska, niecki osuwających się stropów nad wyrobiskami. Warunki zamieszkania robotników są podobne do tych, które obserwował w rodzinnej dzielnicy w Warszawie i w dworskich czworakach w Cisach. Chylące się budy, poczerniałe od brudu ściany, ciasne, mroczne pomieszczenia – to warunki życia górników. Praca ponad siły w nikłym światełku lampki grozi wypadkami, zaś obawę tę wzmaga świadomość, że kopalnia nie ma odpowiednich zabezpieczeń. Brak wystarczającej opieki medycznej (jeden lekarz na osiem kopalń) i podstawowych nawyków higienicznych dopełniają obraz codzienności, w której pełno zagrożeń i nieszczęścia ludzkiego. Ciężka i wyczerpująca praca w hucie żelaza – to również obraz ludzkiej siły i wielkich możliwości technicznych, które przecież – mimo wszystko – Judym podziwia. Powolne konanie chorej od lat gruźliczki jest naturalną konsekwencją obserwowanego przez głównego bohatera stanu rzeczy. Przeciwieństwem warunków życia robotników Śląska jest dom dyrektora kopalni, inżyniera Kalinowicza, pełen drogich przedmiotów, dzieł sztuki, dobranych raczej według kryterium wartości materialnej niż dobrego smaku. Ukazany w powieści polski pejzaż społeczny jest przygnębiający, przytłaczający, domagający się gwałtownej reakcji. Wrażliwość Judyma – bohatera należącego zarówno do świata nędzy, jak i reprezentanta awansowanych w społecznej hierarchii – zmusza go do zajęcia odpowiedniego stanowiska, jednak próby te kończą się niepowodzeniem i koniecznością szukania innej posady. Biedota, zbiorowy bohater powieści, również pozostaje w związku z brzmieniem tytułu. W istocie ludzie ci nie mają domu, poczucia bezpieczeństwa i swobody. Zbyt wiele w ich życiu zależy od możnych właścicieli fabryk, którzy w każdej chwili mogą się ich pozbyć na rzecz innej taniej siły roboczej.